Zagrałam kilka razy w Gloomhaven. I choć widzę dużo fajnych rzeczy w tej grze - łamigłówkowa walka, koop z elementami niekoopa (niepodzielne złoto i EXP, tajne cele, ogólny zarys kampanii itp), rozumiem, że to do masy ludzi przemawia, ale... to nie jest typ gry, który "zepsułby dla mnie wszystkie inne" (jak niektórzy wspominają na forum BGG). Wręcz przeciwnie, choć generalnie Gloomhaven mi się podoba, to... czegoś mi w tej grze brak. I niezmiernie mnie to irytuje.
Myśl poboczna numer 1: Gloomhaven jest na BGG tak wysoko dlatego, że osoby, które to oceniają, to te, które w to grały - a przy znacznej cenie do gry podchodzą zdecydowanie bardziej gracze, którzy są targetem - ergo oceniają wyżej niż łatwo dostępne planszówki są oceniane przez mniej jednolitą grupę grających.
W erpegach lubię eksplorację i podejmowanie decyzji. Lubię rzeczy INNE niż walka - to nie walka tworzy dla mnie interesującą historię i przygodę. W Gloomhaven jest to tylko w pewnej mierze w City Eventach i Road Eventach. No i niby w kampanii, ale tu już w ogóle pachnie liniowością, generalnie jakby sprzedano wprost rozegraną niegdyś kampanię RPG, dodawszy parę drzewek rozgałęzień decyzyjnych (i udoskonalono mechanikę na bardziej "planszową" niż RPGową).
Zastanawiam się, czy gra planszowa może w ogóle dać podobne wrażenie, jak RPG, przynajmniej na dość, by mnie zadowolić pod tym kątem. Bo z samego faktu, że gra jest planszowa/karciana, wynika masa ograniczeń; do tego dochodzi kwestia jednorazowości (Legacy vs Fable vs typowa gra, a regrywalność).
Myśl poboczna nr 2: Zagrałam w Fable Fruits - takie lekkie euro legacy, tylko że nie legacy. Nie niszczymy gry. Gra się rozwija ale bez problemu się ją resetuje. Mechanika prosta, wręcz prostacka, ale działa i nawet przyjemnie się gra, zagraliśmy trzy partie z rzędu (zagralibyśmy chyba kolejną gdyby Adam się nie spieszył).
Czy jest możliwe zrobić planszówkę o rozbudowanym na dość świecie, fabule, a do tego... no... nie sprowadzającej się do bycia paragrafówką (wcale, wcale nie myślę o This War of Mine)? Mającą mechanikę, która odzwierciedla wydarzenia w świecie? Kiedy myślę o dopasowanej mechanice do tematu, przychodzi mi na myśl Battlestar oraz Gra o tron (ale nie nazwałabym żadnej z tych gier jakkolwiek fabularną). Być może też Martwa Zima, z fajnym motywem rozdroży. Choć wszystkie trzy mają w sobie to coś, co od biedy nawet daje odczucia fabularne.
Cel gry w BSG jest powiązany z celem w serialu - przelecieć określoną odległość bez całkowitej utraty zasobów i zniszczenia statku (i jest to prosty, a jednocześnie elegancki i pasujący element mechaniki). W każdej turze pojawia się kryzys, który w mniej lub bardziej elegancki sposób odzwierciedla w mechanice, co się je... - khem - psuje w opowiadanej historii. Efekt immersji wzmacniają zdolności postaci graczy, ostro powiązane z serialowymi wydarzeniami.
Każda rozgrywka jest jednocześnie jakąś wariacją na temat tego, co się dzieje w serialu; jakby inne postaci wybiera na opowiadaczy historii i herosów. Nieco inne się dzieją wydarzenia (kryzysy)...
Do istotnych elementów mechaniki BSG dochodzi prostota tury gracza (dociąg, ruch, akcja, kryzys) i (to już z dodatku Exodus) motyw traum - spotykania sojuszników - postaci, których efekty zależnie od żetonu są dla nas pozytywne lub negatywne; spotykając kogoś, dajemy na niego żeton, ale w zależności od naszej lojalności - pozytywne dla nas efekty sojuszników powodują jednocześnie zagrożenie dla naszej postaci w późniejszym etapie.
Co ciekawe, w udanym IMO legacy, jakim jest Pandemic Legacy, pobrzmiewają motywy battlestarowe. Toru wypadków trzeba pilnować jak statku - żeby nie był za bardzo zniszczony. Na koniec każdej tury pojawia się kryzys, eee, karty epidemii. Gracze zbierają karty dające czasem akcję, choć głównie wykorzystywane jako karty danego koloru.
(Są oczywiście dość istotne różnice - tematyka, motyw zdrajcy, różnorodność akcji i zróżnicowanie kart, ale one wynikają przede wszystkim z tematu... Dość odmiennego. Choć w obu przypadkach chcemy, by ludzkość przetrwała, co?)
Myśl poboczna numer 3: Tak sobie myślę, że w samych odczuciach, w porównaniu Gloomhaven vs Pandemic Legacy, czuć, że Pandemic to Legacy na bazie gry planszowej, a Gloomhaven... hm... to jakby zapis erpega z dorobioną grą planszową.
Myśl poboczna numer 4: Ja wiem że narzekam strasznie, ale w Gloomhaven gra się dobrze. Chyba po prostu chciałabym, by było to więcej niż dobrze, widząc te wszystkie zachwyty.
Czego mi więc brak w tych kampaniach? (Tj, w Pandemiku mi nie brak, bo i nie podchodzę do tego jakoś szczególnie z nastawieniem na przygodę... Ale w Gloomhaven już mi czegoś brakuje. Może poczucia wyjątkowości fabuły, a nie byle sztampowego scenariusza DnD.) I co takiego jest w Battlestarze, że uważam go za pełną grę, pełniejszą niż Gloomhaven czy This War of Mine?
Czy za dużo oczekiwałam po Gloomhaven i This War of Mine? Może... W przypadku sztywnych fabuł zdają się bardziej... powtarzalne. This War of Mine ma w ogóle niewielką regrywalność, w tym sensie, że w początkach gry dzienne akcje bardzo nieznacznie są podatne na graczy - wciąż trzeba się przekopać tu czy tam, wyspać etc, dopiero wyprawy w miarę różnicują grę. NIBY w Battlestarze też powinno wszystko wyglądać tak samo - a nie wygląda. Czy to możliwość zdrajcy tak ratuje, czy mnogość możliwych kart i kombinacji ich na ręce, pozwalające na różne akcje przy zachowaniu prostoty głównych zasad?
Tak sobie siedzę i myślę... I może coś wymyślę...
A wtedy może wymyślę, jak zrobić tak, by mi takiej fabularnej planszowej gry nie brakowało...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BGG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BGG. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 lutego 2018
sobota, 18 lutego 2017
Ile godzin rozrywki dostarczają gry planszowe? - przykład
Gdy dodawałam dziś na BGG play (rozgrywkę?) w Gildie Londynu, wyświetlił mi się link do notatki BGG na temat "jak gracze notują rozgrywki". Nic konkretnego dla kogoś, kto już chwilę to robi, ale wypisano między innymi możliwe powody tego notowania... Wśród których:
No i zainteresowałam się ostatnim podpunktem, jakże analitycznym i pasującym do strategii "zacznij wreszcie grać w gry które już masz". Odrobina szperania po BGG i wklepywania do Excela, i...
(Zakładam tu mocno wyidealizowaną sytuację, w której wszystkie rozgrywki w daną grę to rozgrywki na moim egzemplarzu. Co chyba w niewielu przypadkach jest prawdą - kojarzą mi się głównie Marco Polo, Namiestnik, Szklany szlak i Hanamikoji. Ponadto pominęłam sporo posiadanych przeze mnie gier, przede wszystkim tych, których zasadniczo nie kupiłam - prezenty, wygrane konkursowe... Dodatkowo musiałam się pobawić z pozbieraniem różnych rozgrywek w całość, bo np. swoje grania w Ingeniousa Travel raz zapisywałam pod Ingenious Travel Edition, a raz jako Ingenious...;) )
Dla gier kupionych dawno (ponad 2 lata temu) nawet nie starałam sobie przypomnieć, jak długo je mam. Dostatecznie długo, by czas spędzony na graniu był miarodajny. (Średni czas rozgrywki brałam wg swojej pamięci i rozgrywek, np. dlatego w Glory to Rome, w które grywam głównie na 2 osoby, jest tak a nie dłużej.)
Jedną z najdroższych rozrywek, oczywiście, było Exploding Kittens - godzina rozrywki przy nich kosztowałaby 24,55zł. Ale umówmy się, kto wsparł tę grę tylko po to, by w nią grać, i oczekiwał fajerwerków? ;) Więcej kosztowało jednak kilka innych: Olympos (moja niejaka pomyłka), Havana (również rozczarowująca) - obie te gry trafiły na moją listę For Trade; Signorie (dobra gra, na jej niekorzyść przemawia, że jest zbyt duża na mój stół, więc i rzadko w nią grywam...), a nawet Puerto Rico (nie uważam kupna tego za pomyłkę, ale jakoś wyrosłam z tej gry - również For Trade).
Większość gier jednak waha się koło 10zł/h, co jest naprawdę niezłym przelicznikiem; z absurdalnie niskimi kwotami dla fillerków (Fasolki, Codenames, Cytadela, 7 smoków) i nieco wyższymi dla gier, których nie mam jakoś szczególnie długo (Not alone). Do tego dochodzą tak sobie zadowalające gry (Namiestnik, który nawet na 2 osoby zajmuje tak dużo miejsca... Drako, trochę już za banalne... 7ronin, który po pewnym czasie stał się dla mnie zbyt łatwy do wygrania jako roninowie...) i o dziwo Marco Polo, co może wyjaśniać, czemu mam taką straszną ochotę w to zagrać ostatnio. ;)
Hanabi celowo z zestawienia wykluczyłam - kupiłam trzy różne wersje gry, raczej po to, by wyrazić uznanie dla autora, niż po prostu grać. Bo i na żywo mało gram. A na BGA przez pewien czas byłam członkinią klubu - lecz wciąż, gdyby podzielić wyłożone pieniądze za członkostwo poprzez czas, jaki spędziłam przy Hanabi, wyszłoby śmiesznie mało.
Z ciekawości zestawiłam sobie me pozostałe ulubione gry:
Eminent Domain: 12,41zł/h [przyjmując ceny z Rebela]
Taluva: 5,45zł/h
Marco Polo: 15,00zł/h
BSG ze wszystkimi dodatkami: 10,32zł/h [przyjmując ceny z Rebela]
Cytadela: 4,38zł/h
I wychodzi z tego, że naprawdę kocham Cytadelę :)) W EmDo pewnie bym więcej grała, gdybym go miała (co prędzej czy później z pewnością nastąpi).
***
Ogrywam Glory to Rome znów, i przypomina mi się znowu, jaka to jest dobra gra - czemu tak długo kurzyła się u mnie na półce? Na dwie osoby jest nie za krótka, nie za długa, a gdy się zna choć trochę karty - nie zbyt przewidywalna ani nieprzewidywalna. Lubujemy się ostatnio w kończeniu Katakumbami, jako pierwszym wybudowanym budynkiem, na przykład. Kiedyś bardzo ceniłam Plac miejski - teraz uważam go za szalenie słaby (gramy na wariancie zaawansowanym, oczywiście).
Co do wspomnianego na początku Guilds of London... Idź precz, człowieku, który pisałeś instrukcję (a zwłaszcza projektowałeś ikonografię i ściągę). W połowie gry, jak szukałam na forum BGG odpowiedzi na inne pytanie, znalazłam temat o rozkładaniu kafelków i wyszło na to, że zrobiliśmy to źle. Bo tak ciężko zamieścić rysunek, gdy układ nie jest najbardziej oczywistym... (Wygrałam. Ledwo. Choć mimo paru durnych błędów w ciągu gry.)
Graliśmy w to długo. Za długo. 15 rund na trzy osoby - koło 12 już siadało zaangażowanie, skupienie... Z tłumaczeniem zasad zeszło nam trzy i pół godziny. Ja wiem, że dobrze się czuje dobre euro, ale BEZ PRZESADY z czasem...
I jest Dzień Kota, a Kot mi mruczy na kolanach, więc czas chyba odłożyć laptopa i pozwolić mruczącej muzyce wypełnić pokój.
- See which of your games don't get played. (Perhaps as a nudge to play them - or to get rid of them.)
- See the reality of what you play, compared to people's very faulty memories of what they play.
- See how much "money's worth" or hours of playing you get out of your games.
No i zainteresowałam się ostatnim podpunktem, jakże analitycznym i pasującym do strategii "zacznij wreszcie grać w gry które już masz". Odrobina szperania po BGG i wklepywania do Excela, i...
(Zakładam tu mocno wyidealizowaną sytuację, w której wszystkie rozgrywki w daną grę to rozgrywki na moim egzemplarzu. Co chyba w niewielu przypadkach jest prawdą - kojarzą mi się głównie Marco Polo, Namiestnik, Szklany szlak i Hanamikoji. Ponadto pominęłam sporo posiadanych przeze mnie gier, przede wszystkim tych, których zasadniczo nie kupiłam - prezenty, wygrane konkursowe... Dodatkowo musiałam się pobawić z pozbieraniem różnych rozgrywek w całość, bo np. swoje grania w Ingeniousa Travel raz zapisywałam pod Ingenious Travel Edition, a raz jako Ingenious...;) )
Dla gier kupionych dawno (ponad 2 lata temu) nawet nie starałam sobie przypomnieć, jak długo je mam. Dostatecznie długo, by czas spędzony na graniu był miarodajny. (Średni czas rozgrywki brałam wg swojej pamięci i rozgrywek, np. dlatego w Glory to Rome, w które grywam głównie na 2 osoby, jest tak a nie dłużej.)
Jedną z najdroższych rozrywek, oczywiście, było Exploding Kittens - godzina rozrywki przy nich kosztowałaby 24,55zł. Ale umówmy się, kto wsparł tę grę tylko po to, by w nią grać, i oczekiwał fajerwerków? ;) Więcej kosztowało jednak kilka innych: Olympos (moja niejaka pomyłka), Havana (również rozczarowująca) - obie te gry trafiły na moją listę For Trade; Signorie (dobra gra, na jej niekorzyść przemawia, że jest zbyt duża na mój stół, więc i rzadko w nią grywam...), a nawet Puerto Rico (nie uważam kupna tego za pomyłkę, ale jakoś wyrosłam z tej gry - również For Trade).
Większość gier jednak waha się koło 10zł/h, co jest naprawdę niezłym przelicznikiem; z absurdalnie niskimi kwotami dla fillerków (Fasolki, Codenames, Cytadela, 7 smoków) i nieco wyższymi dla gier, których nie mam jakoś szczególnie długo (Not alone). Do tego dochodzą tak sobie zadowalające gry (Namiestnik, który nawet na 2 osoby zajmuje tak dużo miejsca... Drako, trochę już za banalne... 7ronin, który po pewnym czasie stał się dla mnie zbyt łatwy do wygrania jako roninowie...) i o dziwo Marco Polo, co może wyjaśniać, czemu mam taką straszną ochotę w to zagrać ostatnio. ;)
Hanabi celowo z zestawienia wykluczyłam - kupiłam trzy różne wersje gry, raczej po to, by wyrazić uznanie dla autora, niż po prostu grać. Bo i na żywo mało gram. A na BGA przez pewien czas byłam członkinią klubu - lecz wciąż, gdyby podzielić wyłożone pieniądze za członkostwo poprzez czas, jaki spędziłam przy Hanabi, wyszłoby śmiesznie mało.
Z ciekawości zestawiłam sobie me pozostałe ulubione gry:
Eminent Domain: 12,41zł/h [przyjmując ceny z Rebela]
Taluva: 5,45zł/h
Marco Polo: 15,00zł/h
BSG ze wszystkimi dodatkami: 10,32zł/h [przyjmując ceny z Rebela]
Cytadela: 4,38zł/h
I wychodzi z tego, że naprawdę kocham Cytadelę :)) W EmDo pewnie bym więcej grała, gdybym go miała (co prędzej czy później z pewnością nastąpi).
***
Ogrywam Glory to Rome znów, i przypomina mi się znowu, jaka to jest dobra gra - czemu tak długo kurzyła się u mnie na półce? Na dwie osoby jest nie za krótka, nie za długa, a gdy się zna choć trochę karty - nie zbyt przewidywalna ani nieprzewidywalna. Lubujemy się ostatnio w kończeniu Katakumbami, jako pierwszym wybudowanym budynkiem, na przykład. Kiedyś bardzo ceniłam Plac miejski - teraz uważam go za szalenie słaby (gramy na wariancie zaawansowanym, oczywiście).
Co do wspomnianego na początku Guilds of London... Idź precz, człowieku, który pisałeś instrukcję (a zwłaszcza projektowałeś ikonografię i ściągę). W połowie gry, jak szukałam na forum BGG odpowiedzi na inne pytanie, znalazłam temat o rozkładaniu kafelków i wyszło na to, że zrobiliśmy to źle. Bo tak ciężko zamieścić rysunek, gdy układ nie jest najbardziej oczywistym... (Wygrałam. Ledwo. Choć mimo paru durnych błędów w ciągu gry.)
Graliśmy w to długo. Za długo. 15 rund na trzy osoby - koło 12 już siadało zaangażowanie, skupienie... Z tłumaczeniem zasad zeszło nam trzy i pół godziny. Ja wiem, że dobrze się czuje dobre euro, ale BEZ PRZESADY z czasem...
I jest Dzień Kota, a Kot mi mruczy na kolanach, więc czas chyba odłożyć laptopa i pozwolić mruczącej muzyce wypełnić pokój.
Etykiety:
7 smoków,
7ronin,
BGG,
Codenames,
Cytadela,
Exploding Kittens,
Fasolki,
Glass Road,
Glory to Rome,
Guilds of London,
Hanamikoji,
Ingenious (Geniusz),
Marco Polo,
Namiestnik,
Puerto Rico,
Signorie
piątek, 25 marca 2016
Z czym się je - BGG, cz.1
Szlajam się, jak to w czas wolny, po BGG. A że się szlajam, to coraz bardziej się zagłębiam w działanie serwisu i dokopuję do informacji, które wcześniej specjalnie mnie ni to ziębiły ni grzały, a teraz się przydają - w szukaniu pomysłów i gier. Np...
Stwierdziłam, że dostanie się na stronę, która wyjaśnia różnicę w ratingach (avg rating i geek rating), jak i co w ogóle pozwala pojawić się w Geek Rating, jest bardzo... nieintuicyjne. Czym się różnią te dwie statystyki?
Average rating - średnia z głosów użytkowników, którzy głosowali, zaokrąglona do 0,01. Taka najprostsza, domyślna średnia arytmetyczna.
Geek rating (BGG rating) - średnia z głosów użytkowników przy dodaniu 100 głosów niczyich o wartości 5.5 każdy, ponadto wyliczana dopiero dla gier, na które głosowało co najmniej 30 użytkowników. Dodanie "dummy votes" ma wyrównać skalę dla gier, które zna mało osób (i wszyscy użytkownicy, którzy ją oceniają, oceniają ją wysoko) w porównaniu z popularniejszymi tytułami o dużym rozstrzale głosów.
Jest tam też sugerowana skala ocen gry:
Stwierdziłam, że dostanie się na stronę, która wyjaśnia różnicę w ratingach (avg rating i geek rating), jak i co w ogóle pozwala pojawić się w Geek Rating, jest bardzo... nieintuicyjne. Czym się różnią te dwie statystyki?
Average rating - średnia z głosów użytkowników, którzy głosowali, zaokrąglona do 0,01. Taka najprostsza, domyślna średnia arytmetyczna.
Geek rating (BGG rating) - średnia z głosów użytkowników przy dodaniu 100 głosów niczyich o wartości 5.5 każdy, ponadto wyliczana dopiero dla gier, na które głosowało co najmniej 30 użytkowników. Dodanie "dummy votes" ma wyrównać skalę dla gier, które zna mało osób (i wszyscy użytkownicy, którzy ją oceniają, oceniają ją wysoko) w porównaniu z popularniejszymi tytułami o dużym rozstrzale głosów.
Jest tam też sugerowana skala ocen gry:
- 10 - Outstanding. Always want to play, expect this will never change.
- 9 - Excellent. Always want to play.
- 8 - Very good. Like to play, will probably suggest it, will never turn it down.
- 7 - Good. Usually willing to play.
- 6 - Fair. Some fun or challenge at least, will play occasionally if in the right mood.
- 5 - Average. No significant appeal, take it or leave it.
- 4 - Below average. Slightly boring, could be talked into it on occasion.
- 3 - Poor. Likely won't play this again although could be convinced.
- 2 - Very poor. Annoying, I plan to never play this again.
- 1 - Defies description of a game. You won't catch me dead playing this. Clearly broken.
Niedoceniane są różne elementy, po których można szukać gier. Nie tylko po nazwie. Wygodne są Families, np. Country:France, Characters:Little Mermaid, Celebrities:..., Sports:..., Ancient Rome, The Ancient World, TV series:..., etc. - tu linki do paru zbiorów: Countries, Cities, Animals).
Oczywiście można szukać też przez Adv.Search, poprzez mechaniki, kategorie, liczbę graczy... rok wydania... Możliwości jest sporo. W zabawie, w której ostatnio uczestniczę (jakiej gry to zdjęcie?) przydaje się jednak Families, podobnie jak ktoś chce znaleźć coś w konkretnym temacie, bo jednak nie zawsze jest tematyka w tytule...
Do tego notuję - chyba głównie dla siebie - link do wyszukiwarki gier o najwyższych ocenach (8-10), ocenionych przez min. 29 osób, sortowany poprzez avg rating malejąco: [link] i analogiczny [link] zasugerowany na forum GF: "ilość ocen (minimum 200), rok produkcji (<2015; gra musi mieć czas by dotarła do ludzi) oraz user rating (minimum 7.5)".
piątek, 25 grudnia 2015
BGG i wspominki
Szlajałam się po BGG i zaczęłam się irytować, nie widząc nigdzie funkcji, która zdaje mi się oczywista i o wiele bardziej potrzebna, niż ilość rozegranych gier chronologicznie. Generalnie do tej pory używałam listy rozegranych gier w roli listy gier, które kiedykolwiek rozegrałam (znaczącą różnicą jest, że jeśli grałam w daną grę nie po raz pierwszy, to jej nie zaznaczałam po raz kolejny, zatem od pewnego momentu wszystkie gry miałam o ilości rozegranych partii 1). Stwierdziłam, że może by zacząć tej funkcji używać zgodnie z przeznaczeniem (człek ciekawy, ile w sumie w życiu rozegrał?), ale wtedy co będę używać w poprzedniej roli - listy poznanych gier (uporządkowanych alfabetycznie, nie ilościowo?). Można do tego w sumie użyć 'record information' i 'all boardgames' w profilu, ale nie chcę sobie tak zaśmiecać - zwłaszcza, że nie zliczy mi to tylko gier, w które grałam, ale i te, które sobie zapisałam jako zainteresowana. Mogłabym to komentarzami załatwić, ale wówczas również zaśmieci mi to 'all boardgames'. Jeszcze nie zdecydowałam, czy chcę sobie zaśmiecać tą listę...
Jakiś czas temu poprawiłam sobie zatem ilość gier. Ilość dłuższych tytułów się powinna zgadzać, natomiast pomniejszych (zwłaszcza dwuosobówek logicznych oraz wieloosobowych imprezowych) raczej sobie zaniżyłam. Tak czy inaczej, na dzień dzisiejszy rozegrałam, według tych szacunków, 1994 partie. (Tj. nie wliczając Quarto i Hanabi na BGA, bo liczba poszybowałaby o trzy tysiące w górę...) Spoko. Sporo. Z tego w ciągu mijającego roku poznałam 51 nowych gier*.
A tymczasem... Jak właściwie kształtowało się moje życie planszówkowe? Pierwszymi planszówkami, jak zapewne dla wielu, był Monopol/Eurobiznes i Chińczyk, i Grzybobranie, ale także szachy i Mastermind. Brat zaraził mnie swego czasu karcianką pokemonową - która była jednak fajna tylko tak długo, jak poków było 151, bo komu by się chciało zapoznawać z dalszymi generacjami. Potem długo, długo nic, aż do poznania Gry o tron (i usłyszenia o MtG, lecz nigdy się w to nie wkręciłam, zrażona do pomysłu CCG). Tu nastąpiła kolejna dłuższa przerwa, z której wyratowała mnie masa zbiegów okoliczności - która doprowadziła do udania się na warszawskie spotkanie z grami, organizowane przez GameTrolla, a tam wkręciłam się już na dobre. Przez jakiś czas tylko podczytywałam forum gier planszowych nieśmiało (niby były spotkania w Krakowie, ale tak w dużo osób, w jakimś klubie? - przerażona pomysłem spotkania z dużą ilością nieznajomych ludzi naraz sobie odpuszczałam ;)) i jeździłam na spotkania w Warszawie, aż do czasu gdy ktoś na forum zaproponował jakieś granie dwuosobowe w centrum Krakowa. I tak sobie myślę, że z moim ówczesnym podejściem do ludzi, nie mogłam trafić na lepszą osobę niż Adrian ;) [Do tej pory pamiętam gry z tamtego pierwszego dnia. Through the desert i Innovation, w tej surowej, oryginalnej wersji, która podoba mi się niebo bardziej niż pstrokate polskie wydanie.] Po poznaniu już tego pierwszego geeka łatwiej było pójść na Strych, grywać częściej w ówczesnym sklepie Zgrami, pojawić się na Gralicji... Z Gralicji trafić do Artefaktu... A potem jakoś to już się wszystko z górki potoczyło, z większych rewelacji to jeszcze pojawienie się Hexa czy moje zarejestrowanie się na BGA ;)
*Poznałam Murano parę dni temu. Podoba mi się ta gra; przynajmniej na dwie osoby. Nie jestem pewna, czy większa ilość nie wprowadza chaosu na planszę i znacznie mniejszej kontroli nad własnymi możliwościami.
Jakiś czas temu poprawiłam sobie zatem ilość gier. Ilość dłuższych tytułów się powinna zgadzać, natomiast pomniejszych (zwłaszcza dwuosobówek logicznych oraz wieloosobowych imprezowych) raczej sobie zaniżyłam. Tak czy inaczej, na dzień dzisiejszy rozegrałam, według tych szacunków, 1994 partie. (Tj. nie wliczając Quarto i Hanabi na BGA, bo liczba poszybowałaby o trzy tysiące w górę...) Spoko. Sporo. Z tego w ciągu mijającego roku poznałam 51 nowych gier*.
A tymczasem... Jak właściwie kształtowało się moje życie planszówkowe? Pierwszymi planszówkami, jak zapewne dla wielu, był Monopol/Eurobiznes i Chińczyk, i Grzybobranie, ale także szachy i Mastermind. Brat zaraził mnie swego czasu karcianką pokemonową - która była jednak fajna tylko tak długo, jak poków było 151, bo komu by się chciało zapoznawać z dalszymi generacjami. Potem długo, długo nic, aż do poznania Gry o tron (i usłyszenia o MtG, lecz nigdy się w to nie wkręciłam, zrażona do pomysłu CCG). Tu nastąpiła kolejna dłuższa przerwa, z której wyratowała mnie masa zbiegów okoliczności - która doprowadziła do udania się na warszawskie spotkanie z grami, organizowane przez GameTrolla, a tam wkręciłam się już na dobre. Przez jakiś czas tylko podczytywałam forum gier planszowych nieśmiało (niby były spotkania w Krakowie, ale tak w dużo osób, w jakimś klubie? - przerażona pomysłem spotkania z dużą ilością nieznajomych ludzi naraz sobie odpuszczałam ;)) i jeździłam na spotkania w Warszawie, aż do czasu gdy ktoś na forum zaproponował jakieś granie dwuosobowe w centrum Krakowa. I tak sobie myślę, że z moim ówczesnym podejściem do ludzi, nie mogłam trafić na lepszą osobę niż Adrian ;) [Do tej pory pamiętam gry z tamtego pierwszego dnia. Through the desert i Innovation, w tej surowej, oryginalnej wersji, która podoba mi się niebo bardziej niż pstrokate polskie wydanie.] Po poznaniu już tego pierwszego geeka łatwiej było pójść na Strych, grywać częściej w ówczesnym sklepie Zgrami, pojawić się na Gralicji... Z Gralicji trafić do Artefaktu... A potem jakoś to już się wszystko z górki potoczyło, z większych rewelacji to jeszcze pojawienie się Hexa czy moje zarejestrowanie się na BGA ;)
*Poznałam Murano parę dni temu. Podoba mi się ta gra; przynajmniej na dwie osoby. Nie jestem pewna, czy większa ilość nie wprowadza chaosu na planszę i znacznie mniejszej kontroli nad własnymi możliwościami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
